24 marca 2015

Obce Miasto Przejściowe

Życie w obcym mieście, daleko od rodziny, znajomych to dla mnie katorga. Mieszkam tutaj już od 4 miesięcy i wciąż nie przyzwyczaiłam się do tej samotności tutaj. W sumie to nie mogę powiedzieć, że jestem sama, bo mam tutaj Męża, Rodzinę Męża, no i Męża znajomych, ale wciąż to są jego znajomi, jego rodzina, bo swoją rodzinę, swoich znajomych zostawiłam wiele kilometrów stąd.

Staram się jeździć do domu często, średnio raz na 1,5 tygodnia, zależy od tego kiedy mamy wolne, czas i oczywiście możliwość by pojechać, bo trzeba się liczyć z tym, że to jest całodniowa wycieczka, gdyż sam dojazd zajmuje ok. 1,5-2 godziny- zależy od natężenia ruchu na drodze. Powrót to samo. Po nocach raczej nie wracamy nigdy, bo albo Mąż do pracy na 19, lub na drugi dzień idziemy do pracy i trzeba się przygotować i nastawić na ciężki, 12 godzinny maraton w pracy;-)

Brak znajomych twarzy tutaj działa na mnie bardzo źle, jestem rozdrażniona, bo nawet nie mam jak porozmawiać w 4 oczy z przyjaciółką, czy wypić z nią gorącą czekoladę, a telefony, internet, czy nawet skype nie zastąpi mi tego. Nie i już. Codziennie rozmawiam z rodzicami, codziennie z siostrą, ale to nie zamieni tego kontaktu na żywo, oko w oko. To tylko namiastka.

Obce miasto też na mnie nie działa dobrze, nie czuję się tutaj jak u siebie. Dobrze, że chociaż mam swój samochód tutaj i jak mąż  w pracy to mogę wyruszyć na samotną wycieczkę. Chociaż czuję się obco, ulice, uliczki nie moje, sklepy też inne.. Chociaż coraz czuję się pewniej, już nie boję się, że się zgubię, mniej więcej wiem jak dojść, dojechać, no ale.. no własnie, ale to nie to samo.

Staram się, naprawdę staram się polubić to miasto, bo jeżeli czegoś nie można zmienić to trzeba to po prostu zaakceptować. Nie nastawiam się już negatywnie na to miasto, szukam plusów, ale nadal nie czuję się jak u siebie. Pewnie potrzeba czasu, ale też wiem, że aż tyle go nie mam, bo za niedługi (mam nadzieję) czas znów się stąd wyprowadzimy. Znów w obce miejsce, ale razem do naszego królestwa, które urządzimy po swojemu.

Zresztą.. tam już znajmy sąsiadów, rozmawiają z nami, całkiem inna atmosfera panuje, zawsze się uśmiechną, zagadają nawet o pogodzie, o tym co sie tam dzieje. Z kilkoma jesteśmy już na ty, czasem przyjdą do nas jak coś robimy na działce, no i czekają na grilla :) A tutaj? Mimo, że mieszkamy w kamienicy i mieszka tutaj jedynie 6 rodzin (łącznie z nami) to zwykle kończy się "rozmowa" na wymianie grzeczności. A to też jest ważne - w jakim otoczeniu się mieszka, a więc sąsiedzi dają mi do zrozumienia, że jesteśmy obcy, a więc jak się mam czuć? No tylko obco :)

Dobrze, że chociaż moja praca związana jest z kontaktem z ludźmi, bo bym chyba była jeszcze bardziej zła na to, że zgodziłam się zamieszkać w tym mieście. No i że mam pracę, bo gdybym miałam siedzieć całymi dniami w domu to bym chyba się zapłakała.

Nic innego nie pozostało mi jak zaakceptować tą rzeczywistość, która teraz mnie otacza. Zaakceptować to, że jestem tutaj na chwilę, że to nie jest jeszcze nasze miejsce docelowe i muszę wytrwać to, wytrwać tą rozłąkę z rodziną, z przyjaciółmi, bo kiedyś.. kiedyś będzie normalnie, będę mieć zdecydowanie bliżej do domu, do przyjaciół i spotkania nasze będą na porządku dziennym.

No i nasza nowa miejscowość nie będzie taka obca, bo miasto obok którego będziemy mieszkać znamy jak własną kieszeń, bo od dzieciństwa w nim bywaliśmy, oboje. Uliczki nie będą dla mnie tajemnicą, sklepy, ba! Nawet będę wiedzieć, gdzie iść do fryzjera, kosmetyczki, bo już korzystałam tam z tych usług... a tu? Nawet nie mam fryzjera, kosmetyczki i chcący coś zrobić muszę jechać do mojego starego miasta, nie mam zaufania do tych ludzi tutaj, jakoś..



28 komentarzy:

  1. Rany jak ja dobrze wiem o czym Ty piszesz, dosłownie słowo w słowo jakby o mnie. Ja się pogodziłam z tym co mam, i że tu zostanę już na zawsze. Ale Ty masz to przejściowe, i tego się trzymaj :) Potem będzie dużo lepiej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie pogodzę :) Dobrze, że mam jakąś inną opcję w przyszłości ;-)
      chociaż.. na początku pewnie i tam po przeprowadzce będę narzekać, bo tu już się przyzwyczaję ;-)

      Usuń
  2. jak dobrze że taki post napisałaś, bo wiesz, że nie jesteś z tym sama...
    ja będę czuć się identyko, gdy przeprowadzę się do Warszawy... ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdroszczę, naprawdę. Początki są kosmiczne - przynajmniej dla mnie. I nie ważne, czy wyjedzie się 100 km od domu, czy 1000km. Dla mnie różnica żadna :P

      Usuń
  3. Ja Cię rozumiem, bo po przeprowadzce do Warszawy miałam to samo. W mieście moich rodziców było bardziej kameralnie, ludzie ze sobą rozmawiali, znali się, można było wpaść do sąsiadki po cukier a tutaj nikt nikogo nie zna. Nie wpadnie się do koleżanki na kawę za 15 minut itd. Teraz mam już tutaj sporo znajomych, trochę z nich przeprowadziło się z mojego rodzinnego miasta, trochę poznałam tutaj. Ogólnie Warszawa to trochę inna rzeczywistość w porównaniu z innymi miastami - tutaj życie płynie tak szybko że na co dzień człowiek nie ma czasu myśleć o spotkaniach ze znajomymi itd. Teraz się przyzwyczaiłam ale na początku było ciężko. Teraz z kolei nie wyobrażam sobie znowu mieszkać w rodzinnym mieście :) Ale ja to już taki typ - mało tęskniący ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może też ma u mnie znaczenie to, że mimo iż pracuję od pierwszego dnia przeprowadzki to mam np. 3 dni wolnego pod rząd i wtedy, gdy np mąż w pracy ja wariuję z nudów, tęsknoty.. ;-) jak mieszkałam w domu to też nie tęskniłam ;P teraz mi szkoda, że mama, tata zostali ze wszystkim tak na prawdę sami..

      Usuń
  4. Skąd ja to znam. A co dopieo przeprowadzić się do obcego kraju. Gdzie nikogo nie rozumiesz i tam już naprawdę wszystko jest OBCE. Na szczęście można się przyzwyczaić. To zależne jest od tego jak dużo mamy czasu na przemyślenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie nie mam tego czasu dużo, ale jak już tam mam, że rodzina dla mnie jest na pierwszym miejscu zawsze. Rodzeństwo, rodzice, jesteśmy ze sobą mocno związani. ;-)

      Usuń
  5. Tylko raz mieszkałam z dala od domu, ale to zupełnie inna sytuacja, bo wracałam na weekendy. Myślę, że bardzo bym tęskniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, troszkę inna sytuacja,a jak jeszcze na studiach to znajomi i te sprawy, do domu wracało się odpocząć :-) No i jak ja mieszkałam w domu, miałam swój pokój i wyjeżdżałam na 2-3 tyg to całkiem inaczej się to postrzegało :-D Bo oczywiste było, że wróci się do siebie, do swojego pokoju, swoich ubrań, które zostały i czekają ;-)

      Usuń
  6. Czasem trudno się zaaklimatyzować mimo najszczerszych chęci, a czasem wyjazd jest tym czego nam brakowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie z czasem się to mi uda, jak już będę się musiała wyprowadzić :P

      Usuń
  7. Doskonale Cię rozumiem. A my wylądowaliśmy w mieście, gdzie mieliśmy tylko kilku dalszych znajomych - żadnej rodziny itd. Do tego dzieli nas 350km od domu.
    I macie w perspektywie wyprowadzkę na Wasze, do miejsca, które wybraliście. Ja nie wiem nic - czy będę tu mieszkać rok, trzy czy może dziesięć. Co zrobimy później itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaz razem z obcym mieście :D A ja tu się sama czuję, bo Mąż zna każdy zakamarek :P
      Chociaz taka niepewność co dalej, gdzie kiedyś będe mieszkać byłoby dla mnie jeszcze trudniejsze :)

      Usuń
  8. Ja również doskonale Cię rozumiem... mam to samo! Z racji, że jestem jedynaczką, lubię mieć kontakt z innymi, lubię towarzystwo, nienawidzę samotności... a nade wszystko rodzina jest dla mnie najważniejsza i do końca życia będę wdzięczna rodzicom za to, na jaki krok się zdecydowali... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, będziesz mieć teraz rodziców obok, a to super ;-)) Zawsze to będzie gdzie iśc na obiad, kawę, czy po pomoc jak coś ;-))

      Usuń
  9. Sama od urodzenia mieszkam w jednym mieście, więc doświadczenia w temacie nie mam, ale wydaje mi się, że są miejsca, do których łatwo się przyzwyczaić, jak i taki, w których człowiek nigdy nie poczuje się jak u siebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak uważam, bo np w takim Krakowie byłam kilka razy, spałam kilka nocy, a z chęcią bym w nim zamieszkała bez zastanowienia ;-) Czy też np. Chorwacja.. :D

      Usuń
  10. Czułam to samo na początku wyprowadzki, a tak bardzo chciałam się wyprowadzić i zamieszkać za granicą, ale teraz tu jest mój dom:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. początki zawsze są ciężkie, bo nowe miejsce, wiec trzeba nastroić się na coś od nowa ;-) Ale pocieszające jest to, ze z czasem człowiek zapuszcza korzenie :D

      Usuń
  11. Czasami tak jest, że mimo szczerych chęci, ciężko jest się zaaklimatyzować. Tym bardziej, że tak naprawdę za jakiś czas znów będziecie się przeprowadzać. Może ten fakt powoduje, że nie chcesz się przyzwyczajać do miejsca, które w przyszłości i tak opuścisz?
    Ja w moim studenckim mieście uwielbiam przebywać, ale to właśnie za sprawą ludzi, których tu poznałam, tego jacy są otwarci i życzliwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym mogła to odliczałabym dni do wyprowadzki :P na razie wmawiam sobie, że za 2 lata święta spędzę już u siebie ;-P Mąż się śmieje, ale co on tam wie! :D

      Usuń
  12. Cieszę się, że znalazłam się w tak zacnym gronie i dziękuję :)

    Oj wiem o czym mówisz, ja tak się czułam u teściów, ani nie mogłam się przyzwyczaić do ich domu, ani do ich wsi mimo że uliczek tylko kilka i sama miejscowość znacznie mniejsza niż ta z której pochodzę i w której znowu mieszkamy...To chyba trzeba poczuć od razu taką więź z miastem, ja tak mam z Krakowem. Byłam tylko 2 razy na kilka dni, ale kocham to miasto i tęsknię do niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi ;-)

      Kraków ma urok, coś przyciąga. tam tez chętnie bym zamieszkala ;-))
      chociaż w naszym mieszkaniu czuję się bardzo dobrze ;-) Małe, bo małe , ale po mojemu ;-)) tylko to miasto.. :P

      Usuń
  13. początki zawsze bywają trudne, 4 miesiące to bardzo krótko. Najwazniejsze, że masz męża blisko siebie, a reszta się sama poukłada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez tak myślę, ze z czasem będzie coraz lepiej ;-)

      Usuń
  14. mogłabym skopiować tego posta i wkleić u siebie ...
    zmienić musiałabym tylko to.....mieszkam tu już 4 lata ......
    tak i jeszcze się nie przyzwyczaiłam .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcale to nie jest pocieszające, bo myślałam, że z czasem to przejdzie,a tu może nie przejsć?
      Oby w końcu u Ciebie jak i u mnie korzenie trochę zapuściły się w ziemie :P

      Usuń

Dzięki za komentarz! Miło mi! :)